Co za dzban
← Wróć

Ffacebook.com

Mili Państwo, wiecie dlaczego Polska notorycznie przegrywa zmagania negocjacyjne w Unii Europejskiej? M. in. dlatego, że...

Mili Państwo, wiecie dlaczego Polska notorycznie przegrywa zmagania negocjacyjne w Unii Europejskiej? M. in. dlatego, że...

Mili Państwo, wiecie dlaczego Polska notorycznie przegrywa zmagania negocjacyjne w Unii Europejskiej? M. in. dlatego, że nasze społeczeństwo zupełnie nie rozumie, o co w tych zmaganiach chodzi. A nie rozumie, bo przekaz medialny jest często taki, jak na zdjęciu poniżej. Portal wPolsce24 odgrzał mema z Kwejka i poinformował, że Bruksela oszalała, bo twierdzi, że marchewka to owoc. Ewidentny przykład szaleństwa władzy i zapowiedź niechybnego końca unijnego molocha. Śmiechom nie było końca. To teraz spójrzmy na to, o czym portal wPolsce24 nie mówi. Cała sprawa z marchewką ma ponad 20 lat. Na początku XXI wieku w Unii Europejskiej trwały negocjacje dotyczące Dyrektywy Rady 2001/113/WE odnoszącej się do dżemów owocowych, galaretek i marmolady oraz słodzonego przecieru z kasztanów przeznaczonych do spożycia przez ludzi. Jest to akt prawny typowy dla unijnego porządku legislacyjnego: ustala, co może być na wspólnym, unijnym rynku nazywane np. dżemem. To jest nic innego, jak narzędzie ochrony konsumentów, bo uniemożliwia sytuacje, w których sprzedawcy wciskają klientom produkt dżemopodobny z etykietką „DŻEM 100%”. W załączniku III tej dyrektywy znaleźć można takie właśnie definicje, mówiące co może, a co nie może być uznane za dany produkt. Natomiast z perspektywy producentów ta dyrektywa to przepustka do rynku obejmującego prawie pół miliarda osób - zgoda na wprowadzenie swoich produktów tą drogą jest zatem takim biznesowym „być albo nie być”. To również możliwość korzystania z innych mechanizmów unijnych, dotyczących np. Wsparcia dla producentów określonych produktów. I tutaj na scenę wchodzą Portugalczycy, którzy w swojej narodowej kuchni mają coś takiego jak doce de cenoura - czyli dżem z marchewki. Portugalia dołożyła ogromnych starań lobbingowych, by na gruncie dyrektywy 2001/113/WE ten dżem mógł być uznany za dżem, czyli żeby uzyskał dostęp do unijnego rynku i innych przywilejów. Udało im się to i we wspomnianym załączniku III mamy fragment mówiący, że do celów niniejszej dyrektywy za owoce uważa się m. in. marchew, co otworzyło dżemowi doce de cenoura drzwi do jednolitego rynku UE. No, i taka to historia. Żadne to szaleństwo, a jedynie efekt skutecznego lobbingu państwa członkowskiego. Unia nie zmieniła klasyfikacji biologicznej, tylko stworzyła ramy prawne dla ochrony konsumentów, natomiast Portugalia potrafiła przeredagować te ramy z korzyścią dla siebie. Aha, a jeśli ktoś twierdzi, że takie regulacje dot. produktów spożywczych nie są nam potrzebne, to polecam miesięczną dietę opartą wyłącznie o jedzenie z USA, gdzie podejście jest inne (przed skorzystaniem skonsultujcie się jednak z gastrologiem i hepatologiem).

Czytaj oryginalną publikację