Ekspert komentuje popularne opinie o Trybunale Konstytucyjnym: spór męczy, a uratowanie instytucji będzie trudne

Ilustracja wygenerowana przez AI
Pozwolę sobie dzisiaj na odrobinę komentarza eksperckiego. Bo wiecie… parę lat temu wydałem nawet książkę naukową o sędziach i Trybunale Konstytucyjnym, więc chyba mogę od czasu do czasu zrobić z niej jakiś użytek. 😉 A tak poważnie, to zebrałem kilka popularnych krążących w mediach i na forach opinii, które można ostatnio usłyszeć na temat Trybunału, i postanowiłem je skomentować. Będzie trochę faktów, trochę politologii i trochę moich osobistych ocen. 1. „Ja już nic nie rozumiem z tego sporu”. Nie dziwię się. Mam wrażenie, że nawet osoby zawodowo zajmujące się prawem konstytucyjnym mają coraz większy problem z nadążaniem za kolejnymi odsłonami tego konfliktu. Wielu ludzi ten spór zwyczajnie męczy. I trudno się dziwić, skoro od lat obserwujemy konflikt, w którym troska o praworządność miesza się z walką o kontrolę nad instytucjami i zdobywanie politycznego poparcia. Co gorsza, w tej całej awanturze coraz trudniej dostrzec nas, zwykłych obywateli, któremu Trybunał powinien przecież służyć. 2. „Trybunał Konstytucyjny da się jeszcze uratować”. Moim zdaniem będzie to niezwykle trudne. Nie chodzi już wyłącznie o to, kto zasiada w Trybunale, ale o to, że instytucja utraciła znaczną część swojej wiarygodności. Dziś mamy sytuację, w której część osób wybranych przez Sejm na sędziów nie została dopuszczona do orzekania, a inni sędziowie odmawiają udziału w składach, które uważają za wadliwe. Warto też spojrzeć na liczby. W 2015 roku TK wydał 63 wyroki, a w 2024 roku zaledwie 25. Oczywiście sama liczba wyroków nie jest może najlepszym miernikiem efektywności sądu, ale nie sposób ignorować tak wyraźnego spadku. Wszyscy finansujemy funkcjonowanie tej instytucji z podatków. Mamy więc prawo oczekiwać, że będzie ona rzeczywiście wykonywać swoje konstytucyjne zadania, a nie pozostawać areną niekończącego się konfliktu. 3. „To wszystko wina Tuska” albo „To wszystko wina Kaczyńskiego”. Historia jest bardziej złożona, chociaż nie oznacza to, że odpowiedzialność obu obozów jest taka sama. Wszystko zaczęło się w 2015 roku, pod koniec rządów koalicji PO-PSL. Ówczesny Sejm wybrał pięciu sędziów TK, z czego dwóch na stanowiska, które miały zwolnić się już w kolejnej kadencji Sejmu. Trybunał uznał później, że wybór tej dwójki był niezgodny z Konstytucją. Pozostałych trzech wybrano prawidłowo. PiS poszło jednak znacznie dalej. Zakwestionowano również prawidłowo wybranych sędziów, obsadzając ich miejsca innymi osobami. W kolejnych latach konflikt pogłębiały dalsze decyzje dotyczące składu i funkcjonowania Trybunału. Ujmę to nieco bardziej obrazowo: jeżeli Platforma zerwała jabłko z drzewa praworządności, to PiS przyjechało do tego sadu z piłą mechaniczną. Nie oznacza to jednak, że obecnie rządzący są zwolnieni z odpowiedzialności za standardy, które sami przecież deklarują. 4. „Tusk nie powinien był forsować Macieja Berka na sędziego TK”. Rozumiem ten argument i uważam go za zasadny z punktu widzenia odbudowy zaufania do Trybunału. Być może Maciej Berek jest bardzo dobrym prawnikiem - nie mi to oceniać. Nie zmienia to jednak faktu, że jeszcze niedawno był ministrem i bliskim współpracownikiem Donalda Tuska. W 2019 roku, kiedy rządził PiS, słusznie dyskutowano o politycznym zaangażowaniu Stanisława Piotrowicza i Krystyny Pawłowicz, byłych parlamentarzystów tej partii, których wybrano do TK. Dlaczego zatem nie mielibyśmy stosować podobnych standardów wobec kandydata związanego z obecnym obozem rządzącym? Co istotne i o czym należy wspomnieć, przeciwko kandydaturze Berka protestowało również kilka istotnych organizacji społecznych, w tym Helsińska Fundacja Praw Człowieka i Fundacja Batorego. Moim zdaniem nie można wiarygodnie odbudowywać niezależności instytucji, stosując inne standardy wobec swoich, a inne wobec przeciwników. 5. „Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego powinni być apolityczni”. Tak, ale trzeba rozróżnić dwie rzeczy: polityczne poglądy i polityczną zależność - co jest często ze sobą mylone. Sędzia nie jest jakaś maszyną, do której wkładamy z jednej strony ustawę, a z drugiej wychodzi jedyny możliwy wyrok. Sędziowie mają własne przekonania, wartości i sposoby rozumienia prawa. Nie da się tego całkowicie wyeliminować. Czym innym jest jednak posiadanie poglądów, a czym innym pozostawanie zależnym od partii politycznej. Nie oczekujmy od sędziów braku światopoglądu. Oczekujmy niezawisłości, rzetelności i zdolności orzekania również wbrew oczekiwaniom tych, którzy ich wybrali. 6. „Aktualne protesty pod Trybunałem to spontaniczna inicjatywa obywatelska”. Niezupełnie. W protesty zaangażowane są środowiska wyraźnie związane z prawicą, w tym Kluby „Gazety Polskiej” i Ruch Obrony Granic. Do udziału w manifestacjach mobilizowali również politycy PiS, w tym Jarosław Kaczyński. Nie oznacza to oczywiście, że każdy protestujący jest członkiem partii albo nie ma własnych przekonań. Trudno jednak przedstawiać te wydarzenia jako całkowicie spontaniczny, niezależny od polityki ruch obywatelski. Protesty są również formą politycznej mobilizacji. I chyba nie ma sensu udawać, że jest inaczej. 7. „Politycy bronią Trybunału, bo zależy im na praworządności”. Być może części z nich rzeczywiście na niej zależy. Nie zapominajmy jednak o podstawowej logice polityki: politycy zabiegają przede wszystkich o władzę i poparcie społeczne. Spór o Trybunał stał się także narzędziem mobilizacji elektoratów, budowania podziałów, pogłębiania polaryzacji i przedstawiania własnego obozu jako jedynego obrońcy Konstytucji. To mechanizm znany politologom od dawna. Problem pojawia się wówczas, gdy obrona zasad przestaje być celem, a staje się instrumentem walki politycznej. Dlatego deklaracje o praworządności warto oceniać przede wszystkim przez pryzmat konkretnych działań, zwłaszcza wtedy, gdy przestrzeganie zasad okazuje się politycznie niewygodne. 8. „Prezydent decyduje, kto może zostać sędzią Trybunału”. Nie. Zgodnie z Konstytucją sędziów TK wybiera Sejm. Prezydent uczestniczy natomiast w procedurze obejmowania urzędu poprzez odebranie ślubowania, co przewiduje ustawa. Obecny spór dotyczy między innymi skutków odmowy odebrania ślubowania i możliwości jego złożenia bez fizycznej obecności prezydenta. Komisja Wenecka w październiku 2026 roku wskazała, że prezydent nie powinien wykorzystywać procedury ślubowania do kontrolowania wyboru dokonanego przez Sejm. Dopuściła także rozwiązanie zastępcze na wypadek odmowy lub zwłoki. Jej opinia nie jest jednak prawnie wiążąca. 9. „To, co dzieje się w Trybunale Konstytucyjnym, to zamach stanu”. Nie zgadzam się z takim określeniem. Zamach stanu to nie jest po prostu sytuacja, w której jedna grupa polityków oskarża drugą o łamanie Konstytucji. To pojęcie ma również konkretne znaczenie prawne. Artykuł 127 Kodeksu karnego mówi między innymi o działaniach zmierzających bezpośrednio do zmiany przemocą konstytucyjnego ustroju państwa. Artykuł 128 dotyczy natomiast między innymi działań zmierzających do usunięcia przemocą konstytucyjnego organu państwa. Czy wydarzenia wokół Trybunału budzą kontrowersje? Oczywiście. Czy wszystkie działania podejmowane przez uczestników tego konfliktu są zgodne z prawem? To wymaga rzetelnej oceny. Ale nie oznacza to, że mamy podstawy do ogłaszania zamachu stanu. Mam wrażenie, że w polskiej polityce coraz częściej używa się najcięższych oskarżeń po to, by mobilizować własny elektorat i przedstawiać przeciwników politycznych jako zagrożenie dla państwa. Tymczasem słowa mają znaczenie i wagę. Nie każdy konflikt konstytucyjny jest zamachem stanu, tak samo jak nie każde naruszenie prawa jest obalaniem ustroju. Jeżeli każdą kolejną awanturę o Trybunał będziemy nazywać zamachem stanu, to zabraknie nam słów, kiedy rzeczywiście dojdzie do próby siłowego obalenia konstytucyjnego porządku. 10. „Wystarczy wymienić kierownictwo Trybunału i problem zostanie rozwiązany”. Gdyby to było takie proste, nie mielibyśmy obecnego kryzysu. Wydarzenia z 30 i 31 października pokazują, że spór dotyczy już nie tylko składu TK, ale tego, kto ma prawo kierować jego pracami i podejmować decyzje organizacyjne. Zmiana personalna nie wystarczy do odbudowy instytucji, jeżeli nie będzie jej towarzyszyło przywrócenie jasnych reguł, przewidywalności działania i społecznego zaufania. 11. „To tylko spór prawników i polityków. Zwykłych ludzi nie dotyczy”. To chyba najbardziej niebezpieczne nieporozumienie. Trybunał Konstytucyjny ma kontrolować zgodność prawa z Konstytucją, w tym chronić konstytucyjne prawa i wolności obywateli. Powinien być jednym z mechanizmów ograniczających możliwość nadużywania władzy przez aktualną większość polityczną. Kiedy ten mechanizm przestaje prawidłowo działać, problem nie dotyczy wyłącznie kilkunastu sędziów czy polityków. Dotyczy każdego z nas. Na koniec jeszcze jedna refleksja. Trybunał Konstytucyjny nie jest własnością ani PiS, ani KO, ani premiera, ani prezydenta. Jest instytucją państwa, której zadaniem jest ochrona Konstytucji. Najbardziej przygnębia mnie to, że w sporze o instytucję, która powinna chronić obywateli przed arbitralnością władzy, od lat najwięcej uwagi poświęca się temu, kto będzie ją kontrolował. A to przecież właśnie przed tym Trybunał miał nas chronić.
Czytaj oryginalną publikację