Karol Nawrocki wygłosił przemówienie na RBN z udziałem Donalda Tuska, po czym wyłączono kamery
Rada Bezpieczeństwa Narodowego czy prywatny wiec Karola Nawrockiego? Bo chyba komuś pomyliły się funkcje, formuły i przede wszystkim własne kompetencje. Nawrocki najwyraźniej uznał, że skoro dostał możliwość zwołania RBN, to dostał też prawo do wygłoszenia monologu, pouczania wszystkich wokół i urządzenia sobie politycznej ustawki. Premier Donald Tusk przyjechał rozmawiać o bezpieczeństwie państwa, a dostał pokaz prezydenckiej megalomanii. Nawrocki odczytał przemowę z kartki, po czym wyłączył kamery i ograniczył możliwość odpowiedzi. Cóż za odwaga! Szczególnie wtedy, gdy nikt nie może zadać niewygodnego pytania. A Donald Tusk? Mam wrażenie, że z całego tego przedstawienia ma niezły ubaw. Siedzi, słucha i patrzy, jak Nawrocki z poważną miną odczytuje kolejne zdania z kartki, a potem odcina możliwość dyskusji. Premier doskonale wie, że pewności siebie nie buduje się wyłączaniem mikrofonów przeciwnikom. I chyba właśnie dlatego ten cały pokaz robi na nim raczej komiczne niż onieśmielające wrażenie. Najwyraźniej dialog jest dla Nawrockiego dyscypliną zbyt wymagającą. Łatwiej przeczytać wcześniej przygotowany tekst, nie ryzykować spontanicznej odpowiedzi i odciąć rozmówcom mikrofony. Bo jeszcze ktoś zada pytanie, na które nie ma odpowiedzi. A przecież cała ta starannie przygotowana konstrukcja mogłaby się rozsypać przy pierwszej poważnej wymianie zdań. Najbardziej zabawne jest to, że człowiek, który tak chętnie poucza innych o powadze urzędu, sam sprowadza posiedzenie RBN do politycznego występu. Merytoryki zabrakło, odwagi do dyskusji również. Została kartka, wyreżyserowany monolog i szeroki uśmiech do kamer. Nawrocki najwyraźniej pomylił urząd z mównicą, a Radę Bezpieczeństwa Narodowego z okazją do autopromocji. Tyle że państwo potrzebuje poważnej rozmowy o bezpieczeństwie, a nie człowieka, który potrafi wygłosić tekst napisany przez innych, a potem zablokować możliwość odpowiedzi. Bo kiedy kończą się argumenty, zawsze można wyłączyć kamery. A kiedy kończy się przemówienie, pozostaje już tylko szeroko się uśmiechać. I to, jak widać, wychodzi Nawrockiemu zdecydowanie najlepiej.
Czytaj oryginalną publikację